To będzie chyba najdłużej pisany i oczekiwany wpis ze wszystkich, które do tej pory skrobnąłem. Jednak moi czytelnicy po prostu nie mogą czekać
Oczywiście będzie poświęcony wakacjom, a dokładniej mojemu dwutygodniowemu wyjazdowi do Włoch.
Wyjazd
Podróż zaplanowałem na 7 sierpnia, dokładnie na 40 minut po północy. Przyjechał po mnie bus, który miał mnie wraz z siostrą odwieźć do Jasła, skąd następnie wyjechalibyśmy do Włoch. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jego stan techniczny. A może wypadałoby powiedzieć, brak jakiegokolwiek stanu. Cały pordzewiały, w środku zimno jak cholera (początek sierpnia to już jakieś 16 stopni w nocy) i co najgorsze – w środku trzęsło jak cholera. Pan kierowca zadbał żebym nie zmrużył oczu, a dodatkowo starał się chyba pozbawić mnie, a co najmniej uszkodzić, narządy wewnętrzne. No cholera, różne rzeczy rozumiem, ale żebym podczas jazdy musiał się kurczowo trzymać fotela to wybaczcie
Zjechaliśmy kawałek lubelszczyzny i podlasia i ostatecznie dotarliśmy do tego cholernego Jasła na 6:30.
Tam szybka przesiadka do autobusu i przeniesienie bagaży i wyjazd koło godziny 7:10. Autobus dosyć komfortowy – wygodne siedzenia, klimatyzacja, wystarczająco miejsca na nogi – ogólnie bez zastrzeżeń. W Polsce jak to Polsce, drogi jakie są każde widzi, dopiero przy granicy jedzie się po naprawdę równych drogach, których nie można się powstydzić. W międzyczasie zjedliśmy obiad i niedaleko granicy zatrzymała nas straż graniczna. Niby Szengen, niby na dowód – ale dobrze mieć te paszporty. Wizyta bardzo króciutka, raptem 10 minut i jedziemy dalej. Granicę przekraczaliśmy koło godziny 13:30-14 więc po 7 godzinach podróży.
Słowacja
Słowacja to całkiem ciekawy kraj. Bardzo dobre drogi (nie wszędzie, ale też dużo budują), piękna Bratysława i ogólnie bardzo interesujący kraj. Zgoła inny od tego jaki znamy z filmów Hostel (2). Z drugiej strony, wszędzie nie byłem, bo to tylko przejazdem, więc bazuję na wiedzy zdobytej jedynie zza szyby autobusu, bo się nie zatrzymywaliśmy. Kraj króciutki, całość przejechaliśmy w około 3-4 godzinki i w Austrii byliśmy około osiemnastej.
Austria
Ta podróż pokazała mi Austrię jako kraj-autostradę, gdyż, jak na nią wjechaliśmy przy wjeździe tak jechaliśmy i jechaliśmy prawie 7 godzin. Ogólnie za dużo to nie widziałem, troche przesypiałem, ale stawaliśmy na paru stacjach przy autostradach i wywnioskowałem, że to kraj ludzi mocno zaradnych – w każdej ubikacji babcia klozetowa, która pobierała stałą opłatę 0,5 euro za skorzystanie z ubikacji. W Polsce i we Włoszech toalety były zazwyczaj darmowe. Ale nie ma co narzekać, toalety były czyste, zadbane i z papierem toaletowym i mydłem. We wcześniej wymienionych krajach to zależy od szczęścia. Jak Austria to i Alpy – pierwszy raz zobaczone pozostają w głowie chyba na zawsze. Aż chce się rzec – widziałem Alpy – mogę umierać
Widok niezwykły, tym bardziej zasuwając 100 km/h po autostradzie, znajdującej się między górami. Na koniec panowie zaserwowali nam filmy “Kochaj i tańcz” i “Złoty środek”. Oba raczej średnie, ale czas leciał bardzo szybko i człowiek zrobił się senny. Pod koniec projekcji KiT, zatrzymaliśmy się na stacji i niestety musieliśmy przenieść się do busa, który dopiero miał za zadanie rozwieźć nas w różne części Włoch. O tyle kłopotliwe, że to była godzina 23:40 i spać już się chciało jak cholera. A niech to dunder świśnie!
Włochy
Włochy z podróży pamiętam jak przez mgłę – odwiedzaliśmy głownie małe miasteczka, a większość podróży (przynajmniej początek zaraz potem jak wyjechaliśmy z Alp) przespałem. Ogólnie mocno na plus, z zastrzeżeniem że zrobiło się strasznie gorąco po wyjściu na dwór. Widoki – nieziemskie. Wjazd gdzieś w pizdu wysoko, wąskimi serpentynami to niezłe przeżycie. Ostatecznie dotarliśmy do celu (czyli miejscowości Chiavari) o 13:30. Jako ostatni, chyba jak zawsze
Podsumowanie
Całą podróż mogę skwitować słowem – przyzwoicie. 36 godzin podróży z czego około 30h jazdy to cholernie dużo czasu. Patrząc na to inaczej, to chyba najtańszy i wygodny sposób na dotarcie bezpośrednio do wyznaczonego miejsca.
Ponarzekać mogę jedynie na:
- pewną panią z dziećmi, które ciągle krzyczały i jęczały, co biorąc pod uwagę czas podróży było dosyć irytujące
- jakość busa który nas dowoził do Jasła
- czas podróży
- i chyba tyle
To w dzisiejszym wpisie tyle, nie chce tworzyć potworków, których przeczytanie w całości zabierze z godzinę i całą podróż rozbijam na poszczególne etapy. Jutro albo pojutrze dodam kolejny wpis, także “Stay tuned!”